Dedykowane Van-chan za cudowne natchnienie mojej osoby. I pamiętny wypad do zoo, o.
Po ostatnim rozboju brata
postanowiła zmienić otoczenie. Wplątywanie się przez niego cały czas w
różnorodne kłopoty naprawdę nie leżało w jej interesach. Chciała mieć normalne
życie: szkołę, przez którą można przejść spokojnie, bez zaczepek, przyjaciółki,
które by ją rozumiały i wspomagały w trudnych chwilach, przeżyć wielką miłość… Zezwolenie
sobie na odrobinę egoizmu i wyrwanie się z okowów brutalnej rzeczywistości – na
to mogła sobie pozwolić. Nie czyniła jednak tego zbyt chętnie, gdyż nieraz
obiecywała matce, iż będzie miała oko na brata, by nie robił zbyt wielkich
drak. Czara goryczy w pewnym momencie się przelała, a dziewczyna postanowiła
pozbawić brata swojej obecności. Na całe szczęście zostawiła go w dobrych rękach. Małych,
ale dobrych.
Przynajmniej chciała w to
wierzyć…
~*~
Rozejrzała się nieśmiało.
Jedna z głównych ulic Karakury wyglądała o niebo lepiej niż to sobie
wyobrażała. Pomimo nagromadzenia
przeróżnych sklepów i knajp miała ona to coś, klimat, którego brakowało
wielkomiejskim alejom. Dokładnie czegoś takiego szukała. Miasta nie za dużego,
nie za małego, z liceum posiadającym dobrą opinię i wysoki poziom nauczania.
Jednakże dziewczyna nie wyglądała na niesamowicie
zadowoloną, przeczuwała bowiem, iż może być to cisza przed burzą, a na kolejną
zmianę otoczenia miała szansę (przy znalezieniu dobrze płatnej pracy) jakieś
pół roku.
– Gorzej niż było wcześniej
już być nie może, prawda? – zapytała samą siebie, starając się odgonić
negatywne myśli.
Szybko pożałowała swych słów.
Powietrze nad miastem jakby zgęstniało, a dziwna energia, którą wyczuła,
przyprawiła ją o gęsią skórkę. Czyżby to jej brat wraz z wesołą kompanią? Nie,
to nie było realne, chociaż… Tatsumi zawsze miewał irracjonalne pomysły, które
w trakcie ich realizacji dawały skutki odwrotne do zamierzonych.
Chcąc nie chcąc, ruszyła w
stronę złowrogiej siły, spodziewając się najgorszego.
Jakież wielkie było jej
zdziwienie, gdy zobaczyła wielkiego stwora w dziwnej, białej masce. Jego
przeciwnikiem był niezwykle ekscentryczny, nawet przy wzięciu pod uwagę
wszystkich postrzeleńców z poprzedniej szkoły. Miał długie, czerwone włosy
upięte w wysokiego kucyka, przewiązane czarną chustą nad czołem, ozdobionym tatuażem
w kolorze przepaski, czarne strój podobny do tego, jaki nosiła trenując kendo,
a na prawym ramieniu miał przewiązaną białą szarfę z drewnianą odznaką. W
dłoniach dzierżył, a jego ostrze było skierowane w stronę niezidentyfikowanego
przez szatynkę monstrum. Jakkolwiek, nie niezwykły wygląd wprawił ją w
zdumienie, tylko fakt, iż przechodnie zdawali się nie dostrzegać nietuzinkowego
pojedynku, który rozgrywał się tuż przed ich oczyma.
Z rosnącym zaciekawieniem
przyglądała się krótkiej konfrontacji, wygranej przez barwnego osobnika. Ciało
potwora po przecięciu, miast paść na ziemię, zamieniło się w pył i zniknęło. Czerwonowłosy
odwrócił się w jej stronę, a jego brązowe tęczówki napotkały szkarłatne
spojrzenie kobiecych oczu.
– Ty mnie widzisz? – głupota
tego pytania wydała się dziewczęciu tak przeogromna, że jej dłoń zapragnęła
nagłego spotkania z czołem.
– Nie, nie widzę cię. I w
ogóle nie słyszę – powiedziała zirytowana. – Jeśli jestem aż tak bardzo
odpychająca, wystarczyło powiedzieć.
– Ale to nie tak… – nie zdążył
dokończyć, gdyż oburzona panna odwróciła się i pobiegła w stronę zachodniej
Karakury. Zamrugał, zdziwiony jej postawą. – Kim jest ta kłopotliwa baba?
~*~
– Słyszeliście, że przychodzi
do nas nowa uczennica? – brązowe oczy rudowłosej roziskrzyły się z podniecenia.
– Ciekawe, czy uda mi się z nią zaprzyjaźnić.
– Spokojnie, Inoue-san –
brunet uspokoił koleżankę delikatnym ruchem jednej ręki, drugą zaś poprawił
swoje okulary. – Coś nie tak, Abarai-kun? – zwrócił się do siedzącego przy
oknie brązowookiego. – To do ciebie niepodobne, by siedzieć tak cicho.
Abarai jednak nie zareagował, patrząc wciąż przez szybę.
Wczorajsze spotkanie zbiło go całkowicie z tropu; nigdy wcześniej nie spotkał
kogoś podobnego, tak… fascynującego. Żałował, że nie podążył za nią, nie
próbował się czegoś o nie dowiedzieć. Zapewne kolejna okazja nie trafi mu się
tak szybko.
– Powitajcie nową uczennicę –
znudzony Renji spojrzał w stronę tablicy, a wargi rozszerzyły się w niemym
geście zaskoczenia. Co ona tu robi?
– Ohayo – powiedziała
dziewczyna ze stoickim spokojem. – Jestem Oga Katsumi, miło mi was poznać.
Czujecie się strollowani? Mam nadzieję, że tak, planowałam to od początku. A tak na serio to mam nadzieję, że nowy twór się wam spodoba. Na pewno dodam zakładkę O opowiadaniu i Bohaterowie, tylko muszę przemyśleć ich treść i wygląd.
Kolejnej notki nie spodziewajcie się wcześniej niż pod koniec września. Pora rzucić się w wir jazdy samochodem~
A, jeśli zobaczycie błędy, mówcie. Starałam się sprawdzić w miarę dokładnie, niestety nie jestem idealna i błędy zdarzają mi się często.